poniedziałek, 21 września 2026

Galeria Bohaterów – drużyna #3

Trzecia kampania rozpoczęła się i zakończyła najpóźniej. Dobiliśmy do 33 sesji (przypominam: w pierwszej kampanii do 21, w drugiej do 51). W kampanii uczestniczyło 4 graczy. Pod koniec prowadziłem tej samej ekipie naprzemiennie z OD&D i przyznam, że byłem już wówczas bardzo zmęczony Młotkiem. Dlatego też dążyłem do jakiegoś finału i nie oszczędzałem bohaterów. To z kolei tłumaczy wysoką śmiertelność postaci graczy, sięgającą ~88% (drużyna #1: 33,33%, drużyna #2: 26,67%). Zrezygnowałem z polityki potępienia pamięci, dzięki czemu przetrwały wszystkie karty postaci. Jednocześnie rozpocząłem archiwizację przygód. O ile z pierwszej kampanii zachował się tylko wykaz rozegranych sesji, z drugiej — skrótowe podsumowanie, o tyle z trzeciej mam już pełny raport, spisany po zakończeniu na podstawie wcześniejszych notatek. Podczas zbierania materiałów odkryłem archiwum rozmów z dawno nieużywanego komunikatora, gdzie relacjonowałem przebieg sesji innemu koledze (nawiasem mówiąc, członkowi drużyny #2). Lektura tych rozmów (prowadzonych często "na gorąco") po upływie dekady była ciekawym doświadczeniem, pokazującym, jak bardzo zmienił się mój sposób prowadzenia. Były one jednak bezcenne, bo masa szczegółów umknęła z pamięci. Bez wątpienia w utrwalaniu nie pomagały hektolitry wypitego podczas sesji alkoholu.

Były to w sumie klasyczne przygody. Część scenariuszy powtórzyła się, choć często z pewnymi zmianami (głównie w zakresie lokalizacji i imiennictwa). Czasem jednak z lenistwa używałem tych samych elementów, co po latach pozwala połączyć kropki (np. w ten sposób ród von Calahas pojawił się w trzech kampaniach). Oczywiście, wówczas tego nie planowałem, zakładając, że przygody dzieją się w światach równoległych. Graliśmy w miarę zgodnie z zasadami, ale im dalej, tym pojawiło się więcej house rules, rodem przede wszystkim z Basic Role-Playing, którym się wówczas zaczytywałem. 

Teoretycznie ten skład miał predyspozycje do rozegrania kampanii najlepszej pod względem merytorycznym. Przy stole zasiadło kilku historyków, ekonomistów, zagorzałych fantastów, gamerów i erpegowców; jeden z graczy był rekonstruktorem. Ewentualne warhammerowe braki łataliśmy kalkami z Sienkiewicza, Sapkowskiego i zyskującego wówczas popularność Martina. Jednak w praktyce to nie pomagało, wręcz przeciwnie. Zapamiętałem, że dość dużo się kłóciliśmy. A jak byłem w bractwie rycerskim... Erudycja szkodzi! Ale znowu — alkohol na pewno nie pomagał. Pierwotnie miałem zamiar napisać trochę więcej na temat niektórych osób. Myślę, że byłoby to poniekąd zabawne. Po przemyśleniu sprawy (i konsultacji z jednym z graczy) postanowiłem wszakże ograniczyć personalne uwagi do absolutnego minimum, skupiając się na opisie wydarzeń, do których doszło podczas sesji.

poniedziałek, 7 września 2026

Langdalsryggen — góra o tysiącu twarzy

Widok na Osterjorden
W górnej części niezwykle malowniczej doliny Kaperdalen, pomiędzy jeziorami Bumannsvatnet a Langdalsvatnet, wznosi się niewielki grzbiet górski. W powszechnej świadomości funkcjonuje on jako Langdalsryggen. Taki toponim znajdziemy na mapach topograficznych, w kalendarzach turystycznych, a także na drogowskazie na początku szlaku. Tymczasem na ustawionej w rejonie szczytu tabliczce widnieją aż trzy zupełnie różne nazwy: Langdalsryggen, Bumannsheia oraz Dazzavarri. Skandynawowie powiadają, że ukochane dziecko ma wiele imion. Które z nich jest tym prawdziwym?

wtorek, 1 września 2026

Raport miesięczny #6–8 [sesje 42–45]

Właściwie jest to raport kwartalny (jak na giełdzie). W czerwcu, lipcu i sierpniu poprowadziłem tylko cztery sesje. To duży spadek, więc nie ma się czym chwalić. Ale też nic dziwnego — cała para poszła w zwiedzanie północnej Norwegii. Dobrej pogody tam jak na lekarstwo i szkoda mi było spędzać czas przed komputerem, zwłaszcza że trochę pięknych wieczorów i tak wypadło przez Mundial. Raport z kampanii Arktyczne Lato ukaże się wkrótce. Mam nadzieję, że wraz z nadejściem jesieni sesji będzie coraz więcej. Z pozytywów — zakończyliśmy kampanię na planszy MONSTRUM [tym samym w mega-kampanii na zasadach Draftu dobiliśmy do 82 sesji].

niedziela, 30 sierpnia 2026

Wszystko za Fagerfjellet

Fagerfjellet (widok od wschodu)
Pasmo Fagerfjellet położone jest w kontynentalnej Norwegii, pomiędzy masywami Kistefjellet i Vassbruna. Kształtem przypomina odwróconą literę L. Liczy niecałe 10 km długości w linii prostej; całe pasmo to zaś ~15 km. Administracyjnie przynależy do gmin Senja (w większości) i Målselv. Granica między gminami przebiega wzdłuż południowego szczytu na wysokości ~884 m n.p.m.; wydaje się zresztą, że najwyższy punkt leży już po stronie Målselv. Miejscowa tradycja wyodrębnia cztery szczyty (topper) w grani głównej, idąc od północy: Jordslettinden (587 m), Elveskartinden vel Elveskardstinden (822 m), Blåtinden (872 m, P185) oraz Sørtinden (884 m, P614). Tylko dwa ostatnie to pełnoprawne szczyty, spełniające kryterium prominencji; o zamieszaniu panującym w nazewnictwie i pomiarach wysokości będzie jeszcze mowa.

Fagerfjellet nie jest popularnym celem wędrówek, pozostając nieco na uboczu. W kalendarzach wycieczek (turkalender) Midt-Troms friluftsråd z lat 2012 i 2013 znajdziemy wzmianki o organizowanych wyprawach ze wsi Tårnelv na szczyt Fagerfjell (872 m); przypuszczalnie nie zdobywano wówczas południowego szczytu. Szlak uchodził za średniozaawansowany, oznaczono go bowiem niebieskim kolorem. Natrafiłem na jeden tylko opis przejścia całego masywu (w 2023). W dniu 17 sierpnia br. postanowiłem powtórzyć ten wyczyn. O tym, jak niepozorna wycieczka zamieniła się w wymagającą przeprawę, dowiecie się z lektury tego sprawozdania.

wtorek, 4 sierpnia 2026

Nordkista — szczyt, który nie istniał

Kistefjellet (widok od północy)
Pomysł na tę wyprawę zrodził się w sierpniu ubiegłego roku podczas wędrówki starą drogą meszną, prowadzącą zachodnimi stokami masywu Kistefjellet z Finnsnes do kościoła w Bjorelvnes (gmina Senja, ale na kontynencie). Natrafiłem wówczas na tajemnicze niebieskie znaki, prowadzące w górę, w kierunku północnego wierzchołka o charakterystycznym kształcie. Nie mogłem odnaleźć tego szlaku na żadnej mapie; dopiero potem odkryłem, że niebieski kolor używany jest w ramach konkurencji turystycznej Ti på topp. Postanowiłem, że kiedyś sprawdzę, dokąd prowadzi. Wyprawę poprzedziła solidna kwerenda źródłowa i wywiad środowiskowy. Okazało się, że północne pasmo nosi nazwę Nordheia (655 m), ponad którą wznosi się Nordkista. W oczach miejscowych Nordheia ("heia" oznacza wyżynę lub wrzosowisko) uchodzi za odrębny szczyt, natomiast Nordkista uważana jest za północny wierzchołek Kistefjellet. Tak naprawdę żadne z północnych wzniesień nie jest samodzielną górą — oba nie spełniają bowiem kryterium prominencji. W międzyczasie zdobyłem w zimowych warunkach szczyt Kistefjellet od południa (1003 m) i powtórzyłem dwukrotnie przejście ścieżką kościelną, rozpoznając teren. Wreszcie w połowie maja (konkretniej — w wigilię Dnia Konstytucji) nadeszła odpowiednia chwila!

czwartek, 30 lipca 2026

O jeden szczyt za daleko — wyprawa na Skredfloget

Skredfloget Vest
Skredfloget Vest (879 albo 882 m n.p.m.) to góra praktycznie nieznana. Niesłusznie, jest to bowiem jedna z ośmiu "prawdziwych" gór na Senji (prominencja 612 m). W serwisie Peakbook widnieje tylko jedna, zdawkowa recenzja, napisana przez jakiegoś Ottona. Na mapach nie ma żadnego szlaku. Prognoza pogody dla innych szczytów z mojej listy jest kiepska, zatem szybko podejmuję decyzję — wyruszam na Skredfloget Zachodni!

wtorek, 21 lipca 2026

Tylko dla orłów — wyprawa na Steinskarfjellet

Åkollen/Steinskaret/Steinskarfjellet
Chwilowa przerwa od erpegów. Obecnie uczestniczę w nieco innej kampanii, w której to ja jestem śmiałkiem eksplorującym mapę. Nie napotkałem wprawdzie smoków, ryboludzi ani wielkich krabów, natomiast miałem przyjemność zetknąć się z łosiem, reniferami i delfinami. Rzecz dzieje się na tajemniczej wyspie Senja w północnej Norwegii. Wczoraj (20.07.2026) odbyłem bardzo przyjemną wędrówkę na lokalny szczyt w ramach konkurencji turystycznej Ti på topp. Zapraszam do lektury raportu z tej wyprawy.