W kwietniu ("najokrutniejszym miesiącu" wg T.S. Eliota) poprowadziłem nieco więcej sesji. Kilka wątków zostało zakończonych, otworzyliśmy za to nowy rozdział w kampanii "draftowej". Przyznam, że Warhammer znowu zaczął mnie męczyć, więc przerwa się przyda. Pomysłów mam ciągle sporo, ale grono graczy znowu się zmniejszyło. Dopiero co cieszyłem się z dopływu świeżej krwi, ale jak to często bywa, ich gwiazda szybko rozbłysła i równie szybko zgasła. W wielkie powroty starych wiarusów i tak niespecjalnie wierzyłem. Widocznie selekcja naturalna przy stole działa bez zarzutu — zostają tylko ci, którzy naprawdę chcą grać, reszta wpada na chwilę, odbębnia swoje i znika, niczym łzy w deszczu.